niezrozumiała prostota mężczyzn.
czasem po prostu nie mam siły aby wstać rano, wysikać się, zaparzyć kawę. czasem po prostu jestem zbyt leniwa aby nastawić budzik i wstać skoro świt. mam jakieś ciężkie dni. z n o w u .
słońce świeci mi po oczach a ja myślę o tobie i wiem, że powinnam cię nienawidzić, a czasem z głupoty chyba, z naiwności wybieram twój numer w telefonie i rozłączam się po jednym sygnale. z naiwności nadal mam cię w głowie i udaję, że jesteś najgorszym czlowiekiem na świecie. z głupoty, chciałabym abyś napisał do mnie, zaproponował spotkanie, o którym tak namiętnie marzę, byłabym wtedy tylko twoja, brał byś mnie garściami. nadal nie mogę pogodzić się z tym, że mnie zostawiłeś choć nawet nie byliśmy razem. odszedłeś bez slowa, zostawiłeś mnie z tym cholernym burdelem w głowie.
nie rozumiem mężczyzn.
chciałam cię pocalować, a ty powiedzialeś mi o swoich zobowiązaniach co do innej dziewczyny. cholera, czy facet który ma zobowiązania tak by na mnie patrzył, calował mnie za każdym razem czule w usta w czoło, z uczuciem. a później to ty pocałowałeś mnie. pocałowałam cię w ucho, a ty powtarzałeś tylko że nie możesz, nie powinieneś. przecież ja wiedziałam, że chcesz tego tak samo jak ja. nie widziałam cię od tamtego czasu, ale wiem, że przejdziemy obok siebie w poniedziałek, w szkole. jak wtedy na mnie spojrzysz. pewnie mnie juz nigdy nie pocalujesz.
nie rozumiem mężczyzn.
mój tata jest świnią. ach, no tak. wkońcu to mężczyzna.